Masz zamiar kupić MINI lub już jesteś jego
posiadaczem. Chciałbyś by sprawiał on jak najmniej kłopotów a
najlepiej by zadowalał się wyłącznie paliwem które wlewasz do
zbiornika i zawsze jeździł. Czy jest to możliwe ? Tak ale...Najważniejszym elementem każdego samochodu jest nadwozie. Do niego
przymocowana jest cała reszta. Zawieszenia, zespół napędowy, oświetlenie,
wyposażenie wnętrza. Gdy nadwozie jest w dobrym stanie wszystko co jest
do niego przymocowane można łatwo wymienić. Gdy nadwozie jest
przerdzewiałe, traci swoją sztywność i zdolność przenoszenia obciążeń
wynikających z jazdy po różnych nawierzchniach. W skrajnych przypadkach
ulega deformacji, zmienia się geometria ustawienia zawieszeń względem
nadwozia. Auto "przestaje się dobrze prowadzić", gdy potrzeba
wymienić koło na drodze okazuje się że użycie podnośnika jest niemożliwe
bo progi się łamią lub po podniesieniu jednego boku drzwi klinują się
w nadwoziu.
Jak długo po opuszczeniu fabryki nadwozie MINI zachowuje dobry stan ? Przeciętnie
6 - 8 lat.
Jak więc możliwe jest, że starsze samochody jeszcze jeżdżą i
"trzymają się kupy" ?. Po pierwsze, dawniej do produkcji
nadwozi używano lepszych i grubszych blach a po drugie "ze świecą" szukać
trzeba samochodu który w międzyczasie nie był naprawiany albo poprzez
wstawianie łat albo rzadziej wymianę elementów karoserii na nowe.
Problem
jednak w tym, że solidna naprawa blacharska jest możliwa tylko wtedy gdy
absolutnie wszystko z niego zostanie wymontowane i jest możliwość łatwego
dostępu ze wszystkich stron. Nadwozie MINI jest tak lekkie, że dwóch
ludzi może go przewracać na wszystkie strony na podłożonych np.
starych oponach. Przerdzewiałe fragmenty winny być wycięte aż do
"zdrowej blachy". Nakładanie łat niczego nie załatwia. Większość
potrzebnych wstawek da się prostymi blacharskimi metodami dorobić
najlepiej ze "zdrowych" blach karoseryjnych wyciętych z innych
samochodów ( płaskie fragmenty dachów, drzwi itp. ). Blachy te dają się
dobrze formować i nie pękają. Jeżeli zależy nam na idealnej linii bez
nakładania grubszych warstw szpachlówki, trzeba kupić gotowe elementy tłoczone.
W sumie jednak równie dobrze i solidnie można naprawić nadwozie poprzez
wstawianie elementów dorabianych, jednak jest to bardziej pracochłonne.
Jeżeli naprawę wykonujesz sam tańszy będzie wariant z dorabianiem
elementów. Jeżeli zlecasz usługę do warsztatu raczej bardziej opłacalne
jest użycie gotowych wytłoczek.
Czy nadwozie naszego MINI było w taki
sposób naprawiane ?. A może pod pięknym nowym lakierem znajdują
się kilogramowe warstwy szpachlówki położonej na zaklejone włóknem
szklanym dziury. A może przegnite fragmenty zakrywa cienka blacha "ocynk"
mocowana na aluminiowe nity zrywane. Dobrze byłoby to wiedzieć zanim
auto "rozkraczy" się niespodziewanie na drodze. Rdza
pozostawiona "pod spodem" da o sobie znać już po 3 - 6 miesiącach.
Ostatni model klasycznego Mini opuścił fabrykę w 2000 roku. Od tego
czasu minęło już 8 lat. To wystarczająco długi okres by nadwozie Mini
używanego na co dzień i parkowanego pod gołym niebem kwalifikowało
się już do naprawy. Bardzo rzadko zdarzają się egzemplarze garażowane
i używane wyłącznie latem. Nie należy jednak liczyć na to, że taki właśnie
egzemplarz oferowany jest do sprzedaży w Polsce. Ludzie zajmujący się
sprowadzaniem samochodów w celach zarobkowych zawsze wybiorą jak najtańsze
auto, które optycznie jeszcze nieźle się prezentuje zamiast auta w
idealnym stanie ale znacznie droższego.
Po
lewej jeden z przykładów szybkiej nie profesjonalnej naprawy. Miejsce
łączenia podszybia z błotnikiem - brak linii podziału i wyraźna
deformacja kształtu spowodowana nałożeniem prowizorycznej łaty na
skorodowane miejsce. Koniecznie zwróć uwagę na ten fragment nadwozia.
Poniżej
przykład jak wygląda podszybie w samochodzie z 92 roku po usunięciu spękanej
i wybrzuszonej w tym miejscu warstwy lakieru. Można ten fragment wyciąć
i wspawać nową część podszybia. Przy okazji jest wtedy dostęp
do znajdującej się pod spodem blachy zamykającej profil. Najczęściej
jednak "naprawa" polega na zaklejeniu tego fragmentu szpachlówką
z włóknem przed lakierowaniem całości. Trzeba wtedy spieszyć się ze
sprzedażą auta bo problem wróci już za kilka miesięcy.
Naprawiając jeden z samochodów (91') spotkaliśmy się z przykładem
wcześniejszej wyjątkowo partackiej roboty mającej na celu wyłącznie
wyciągnięcie maksymalnej kasy za powypadkowe i mocno "zgnite "
w ważnych konstrukcyjnie punktach auto. Nowe przednie błotniki i przedni
pas zostały zgrzane punktowo pomijając w ogóle naprawę blach zamykających
przekroje znajdujących się w narożach górnych podszybia. Pozostawiono
dziury na wylot którymi do wnętrza bez problemu przedostawać się będzie
błoto, woda i cokolwiek odrzucone przez obracające się koła. Ponadto
przedni wózek pozostawiono "całkowicie pływający". Tylne i górne
mocowania były uszkodzone a z przodu z powodu zbyt dużych rozbieżności
otworów po naprawie wózka w ogóle nie przykręcono. Pomimo delikatnej
eksploatacji samochodu zgrzewy puściły, popękały fartuchy boczne a cały
przód bardziej przypominał "galaretę" niż sztywną bezpieczną
konstrukcję. Nie jest to niestety przypadek odosobniony. Nagminną
praktyką szybkich napraw blacharskich ( jak najtańszch zgodnie zresztą
z życzeniem klientów) jest wymiana wyłącznie blach, które
są widoczne na wierzchu. Błotniki, pas przedni, nakładki progów, poszycia drzwi to
w zasadzie wszystko. To co pod spodem nieważne (za dużo zachodu i
roboty). Po położeniu nowego
lakieru nikt nie będzie oglądał szczegółowo auta od spodu czy w
zakamarkach skoro jest w tak "idealnym" na pierwszy rzut oka
stanie.
Jeżeli blacharka jest jednak zrobiona rzeczywiście solidnie i
dobrze przygotowane podłoże pod lakier to jest to już duży sukces w
odbudowie samochodu. Nie należy jednak zbyt optymistycznie podchodzić do
aut oferowanych jako "odbudowane". Na ogół "para" i "wielki
zapał" kończy się właśnie po pokonaniu etapu blacharki i
lakierowania, ewentualnie jeszcze wyposażenia wnętrza. W tym momencie na
ogół kończy się kasa, chęć dalszego inwestowania i zaczynają się wątpliwości
czy kiedykolwiek uda się odzyskać pieniądze poświęcone na zakup auta
i remont. Na tym etapie wiadomo już że o zysku ze sprzedaży nie ma co
marzyć. Co dalej ?
...dalej wrzuca się szybko podzespoły pozostawiając je w takim stanie
jak były przed rozpoczęciem "wielkiej odbudowy".
Jedynie ludzie zdecydowani i bardzo wytrwale dążący do celu są w
stanie doprowadzić odbudowę samochodu do końca.
Najważniejsze
jednak jest nadwozie. Wszystko inne można później naprawić lub wymienić,
zawsze oznacza to jednak kolejne nie małe wydatki. Mini nie jest niestety
tanim w naprawach samochodem - dlatego tak ważne jest bardzo szczegółowe
i pozbawione emocji sprawdzenie faktycznego prawdziwego stanu technicznego
przed zakupem.
Korozja to
jedno. Deformacja nadwozia w wyniku wypadku to drugie. Oglądając samochód
trzeba nieco się od niego oddalić i patrzeć wzdłuż płaszczyzny każdego
boku z tyłu i z przodu. Przy dobrym oświetleniu wszystkie fale i załamania
są widoczne. Gdy patrzymy "na wylot" stojąc przed samochodem porównajmy poziome linie obramowania tylnej szyby i przedniej.
Gdy nadwozie jest "skręcone" widać to "gołym
okiem". W przypadku MINI najczęściej nadwozia naprawiane są po
lekkich uderzeniach z przodu i z tyłu następujących w ruchu miejskim.
Stąd pogięte zderzaki. zdeformowane pasy pod zderzakami, krzywe listwy w
atrapach, stare atrapy i kierunkowskazy w nowszych modelach. MINI uderzone
silnie z boku na ogół potrzebuje już innej karoserii. Odkształcenia w
wyniku wypadku są tak daleko idące, że naprawa jest bardzo trudna,
pracochłonna i raczej nieopłacalna.
Na marginesie tematu nadwozia ważna
uwaga. Blachy pokryte warstwą zabezpieczającą (farby, środki konserwujące
naniesione na dobrze oczyszczone podłoże) nawet po kilkunastu latach
"sezonowania" na wolnym powietrzu nadal są w dobrym stanie.
Miejsca pozbawione powłoki ochronnej, dotyczy to głównie podłogi,
progów i błotników już po dwóch latach całkowicie korodują i sypią
się po uderzeniu młotkiem. A więc to jak długo nadwozie zachowa dobry
stan zależy wyłącznie od dbałości użytkownika. Zaniedbanie
konserwacji po okresie zimowym już po jednym kolejnym sezonie może pociągnąć
za sobą nieodwracalne szkody. MINI w chwili opuszczenia fabryki nie miało
solidnego zabezpieczenia antykorozyjnego. Jeżeli przez kolejne lata nikt
się tym tematem nie interesował to nie należy być zaskoczonym
koniecznością totalnej naprawy blacharskiej w dziesięcioletnim (rocznik 2000)
samochodzie. Mało prawdopodobne by ktoś, kto sprowadził samochód przykładowo
za
500 - 1500 euro tylko w celu jego dalszej odsprzedaży solidnie naprawiał
karoserię poza usunięciem widocznych uszkodzeń powypadkowych i
korozyjnych. To zbyt kosztowna impreza.
MarkFive
Niestety, tylko kiedy jest sucho i blachy są nagrzane możemy zrobić to o czym zawszę zapominamy. Żeby po nie w czasie się nie okazało że blachy są skorodowane.......
KONSERWACJĘ. Możemy udać się do odpowiedniego zakładu lub......
Kupujemy pistolet do baranka z rurką do przestrzeni zamkniętych, oczywiście zakładam że masz sprężarkę. Usuwamy starą konserwację. Kilka razy przemywając benzyną oczyszczaną. Nie zapominajmy o ekologii, bo cieknie i wszystko zabrudzimy.
Sprawdzamy kanały odpływowo wody. Jest to bardzo ważne. W wszystkich profilach zamkniętych powinny się one znajdować inaczej woda nie ma gdzie odpłynąć i paruje, skrapla się i tak w kółko dając korozji wiele do popisu. Jeśli ich nie ma lub są zaspawane co nie jest rzadkością wśród domorosłych "blacharzy" to pozostaje je samemu wykonać. Zgodnie z prawami fizyki, w najniższym punkcie danego profilu.
Wygodnie jest to zrobić wiertarką akumulatorową. Z pośród środków do profili polecam środki szwedzkie. Są drogie ale jak działają. Lekko podgrzewamy flaszkę w gorącej wodzie i wprowadzamy rurkę pistoletu w progi oraz wszędzie gdzie się da.
Operację powtarzamy kilka razy z kilkugodzinną przerwą. Do małych profili czyli tam gdzie nie wchodzi nam sonda polecam środki w sprayu. Są wygodne choć są mało ekonomiczne. Tym samym pistoletem robimy konserwację podłogi popularnym barankiem.......
Polecam wysuszyć wszystkie dywaniki jednocześnie sprawdzając stan podłogi. Na wszystkie łączenia blach przydało by się nałożyć pastę uszczelniającą a następnie pokryć farbą. Może cieknąć przez uszczelki szyb. Są środki w wyciskanej tubie.
Po tak przeprowadzonej operacji w zimę mamy sucho, brak wilgoci i jest fajnie....
A i blachy przetrwają wiele sezonów..........
Darek
Kostrubala kostrubala@op.pl
Czego można się spodziewać po silniku / zespole napędowym Mini w
samochodzie o przebiegu zbliżonym do 100 tys km ?
Co może być już zużyte lub uszkodzone w używanym silniku
pochodzącym z rozbiórki Mini lub Metro ?
Odpowiedzi na te pytania znajdziesz tu ...wiecej
Kolejny temat omawiany
będzie w późniejszym terminie
Do początku tej strony
Powrót do strony głównej warsztatu